Parafia pw. św. Antoniego Padewskiego w Lublinie
Adoracja Najświętszego Sakramentu
Całodzienna adoracja Najświętszego Sakramentu w Naszej Parafii. Przyjdź! Jezus czeka na Ciebie!

Aby dzielić się wiarą - rozmowa z ks. Markiem Urbanem

Rozmowa Państwa Ewy i Tomasza Kamińskich (GśA) z proboszczem parafii, ks. Markiem Urbanem na temat Światowych Dni Młodzieży.
Wywyiad pochodzi z wakcyjnego wydania gazetki
Głos św. Antoniego.

ks. Marek Urban

Głos św. Antoniego: Czym są Światowe Dni Młodzieży?

Ks. Marek Urban: To inicjatywa, która zrodziła się w sercu, dziś świętego Jana Pawła II. Sam nawiązał do tego w książce Wstańcie, chodźmy – mówiąc, że pomysł wywodzi się z polskiej ziemi, z doświadczeń pracy z młodzieżą oazową i przeżywanymi z nimi Dniami Wspólnoty. To, że młodzież modliła się, śpiewała i dzieliła swoim świadectwem wiary, było dla niego bardzo budujące. Chciał coś z tego przenieść na grunt całego Kościoła. Inicjatywa ŚDM została określona w połowie lat 80. ubiegłego wieku. Przeżywany wtedy z inicjatywy Organizacji Narodów Zjednoczonych Rok Młodzieży stanowił inspirację, by zaprosić młodych na spotkanie w Rzymie. Rozpoczęła się droga do corocznych spotkań młodzieży – najpierw z biskupami diecezjalnymi w Niedzielę Palmową – jako Dzień Młodości, a potem do cyklicznych spotkań z papieżem w różnych krajach świata. Od 1985 r. ta wędrówka trwa. W Polsce mieliśmy okazję uczestniczyć w ŚDM 25 lat temu w Częstochowie. Teraz będzie to w Krakowie.

Mówi się, że to spotkanie młodych. Poniekąd to prawda, gdyż młodzi są uczestnikami spotkania. Ale uczestnicy ŚDM pragną spotkać się w konkretnym miejscu i doświadczyć Kościoła lokalnego. Wiemy też, że młodzi ożywiają Kościół. Widać to było w Kolonii. Na pewno ożywienie nastąpiło w Hiszpanii, która wcześniej jakby się zabetonowała w swojej drodze wiary. Doświadczenie spotkania z młodymi dało pewien ożywczy impuls.

ŚDM, to katecheza, modlitwa, liturgia, spotkanie z ludźmi Kościoła. Także w formie łatwiej przemawiającej do człowieka – spektaklu, muzyki, śpiewu. To także docenienie historii – spotkanie ze świętymi, czasem żyjącymi wiele wieków temu, a dzisiaj mającymi wiele do powiedzenia młodym ludziom. ŚDM, to na pewno manifestacja wiary, ale też doświadczenie Kościoła, który modli się z następcą św. Piotra w danym miejscu, by Duch Święty odnowił, ożywił konkretne środowiska i posłał młodych do określonych zadań.

Każde ŚDM mają swój klucz poprzez temat. Obecne ukierunkowane są na tajemnicę Miłosierdzia Bożego. Związane jest to z przesłaniem, jakie Jezus zostawił św. Siostrze Faustynie, z dziedzictwem, jakie wypływa z Łagiewnik i z nauki św. Jana Pawła II, syna tej krakowskiej ziemi.

Ile razy ks. Proboszcz uczestniczył w ŚDM?

Pierwszy raz byłem na ŚDM właśnie w 1991 r. w Częstochowie, jako młody kleryk. Nie zapomnę tej, jakże licznej, pielgrzymki lubelskiej. Grupa 6, w której szedłem, liczyła wtedy 550 osób. „Normalnie” ma 150-200. Najmocniejszym dla mnie doświadczeniem, już na Jasnej Górze, był tłum młodych ludzi. Idąc w nocy po czuwaniu spotykało się grupy śpiewających, grających, zaczepiających przechodzących, w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Było to odkrywanie różnorodności, bogactwa Kościoła. Bardzo poruszyły mnie znaki towarzyszące spotkaniu – Krzyż i modlitwa wokół niego oraz przesłanie papieskie. Doświadczyłem wtedy wielkiej życzliwości i otwartości mieszkańców Częstochowy, którzy spontanicznie przygarnęli naszą grupę i zorganizowali nam dwa noclegi. A było to w maleńkim domu.

 

Kolejne spotkanie było w Rzymie w Roku Jubileuszowym 2000. Uczestniczyłem wtedy w końcowej części ŚDM, czyli w czuwaniu na Torvergata i na Mszy św. rozesłania. Nie zapomnę tego wielkiego tłumu na polach uniwersyteckich. To nie tylko doświadczenie wielkiego bogactwa ludzi pod względem ilości, ale także przekaz świadectwa młodych. To również pytania, jakie stawiano papieżowi, dzielenie się swoim doświadczeniem, także cierpienia i bólu. Niezwykłe było przejście papieża z młodymi przez swoistą bramę.

Potem były ŚDM w Kolonii w 2005 r. Tam doświadczyłem niezwykłego spotkania pomiędzy społecznością niemiecką i polską – wielkiej serdeczności, z jaką nas przyjęli i serca, jakiego nam okazali.

Kolejny był Madryt w 2011 r. Chyba najmocniej przeżytym było dla mnie spotkanie na lotnisku Quatro Vientos, gdzie było czuwanie i następnego dnia Msza św. Pamiętam słowa młodego człowieka: Widzę tu tłumy. Nie wiem, z jakiego powodu tu przyszli. Ale, jeśli są tutaj, to znaczy, że Chrystus nie jest im obojętny. To dla mnie też coś znaczy. Obserwowałem potem drogę tego człowieka, który zaangażował się w jedną z grup duszpasterskich. To znak, że człowiek, który z otwartością przeżywa takie spotkanie, czyni krok dalej, przenosząc na głębsze zaangażowanie.

ŚDM w Rio de Janeiro w 2013 r., były czasem dużego zaangażowania na etapie przygotowawczym, diecezjalnym w Kurytybie. Dotknęła mnie niesamowita życzliwość, otwartość, zaangażowanie, ale przede wszystkim świadectwo wiary. Nie było to tylko spotkanie o charakterze kulturowym – jakieś tylko zwiedzanie, zobaczenie czegoś – ale spotkanie wypełnione modlitwą i doświadczeniem wiary. Niesamowita była przeżywana w odwiedzanych rodzinach ta modlitwa czy piosenki, po polsku, po portugalsku. Ogromna była radość, gdy papież ogłosił, że następne ŚDM odbędą się w Krakowie.

Czy spotkanie w Brazylii miało jakąś własną specyfikę?

Tak. Przecież przyjeżdżają na nie konkretni ludzie. Z Polski wyjechała grupa w jakiś sposób wyselekcjonowana. Uczestniczyli w niej ludzie, którzy byli na wcześniejszych spotkaniach. Wchodziły tu także w grę środki finansowe. Nierzadko dwa lata odkładano pieniądze na wyjazd. Jednak nie żałowano, bo była to okazja do poznania tamtejszych ludzi i specyfiki Kościoła. Inaczej się odkrywa Kościół, kiedy tam się jest. Specyfiką brazylijskich katolików jest to, że w czasie liturgii muszą się poruszać, taka jest ich natura. Podziwialiśmy zaangażowanie młodych, którzy oddawali swoje serce ŚDM. Poruszyło mnie świadectwo młodego katolika, który na plaży Copacabana mówił, że został postrzelony, kiedy włamano się do jego domu, by zrabować pieniądze na wyjazd na ŚDM. Był na wózku, a mimo to dziękował Bogu, że to doświadczenie pobudziło go do jeszcze większego dzielenia się wiarą i przyznawania się do Jezusa.

Co dały Księdzu Światowe Dni Młodzieży?

Trzeba to odnieść do różnych etapów życia. Kiedy byłem klerykiem, odczytywałem to jako zaproszenie, by odważniej przejść przez życie kleryckie i przygotować się do posługi kapłańskiej, odkryć, jak wiele może dać Kościół. Odkrywałem słowa Jana Pawła II, że młodzi są nadzieją Kościoła i świata.

Następne spotkania były także towarzyszeniem młodym, odkrywaniem tajników ich duszy. Rozmowy, jakie w innych okolicznościach pewnie by się nie odbyły, pozwalały mi doświadczać szerokiego rozumienia Kościoła, nie tylko zamkniętego na obszarze parafii, diecezji, Polski, ale Powszechnego. To także była okazja, by docenić te rzeczy, które mamy w polskim duszpasterstwie, w przeżywaniu wiary i dzielić się tym z innymi.

Czy uczestnictwo w ŚDM wiąże się z dużym trudem?

Na pewno. Czasem trzeba było przejść kilkanaście kilometrów na miejsce czuwania. Byliśmy niedospani, czasem zziębnięci po nocnym czuwaniu. Ale potem zapomina się o tym. Zostaje doświadczenie, którego nie da się wyrazić, przekazać. Ono jest w nas i pobudza do pracy, do zaangażowania.

Jak ŚDM wyglądają od strony praktycznej?

Każde miało swoją specyfikę. Różnie wyglądała sprawność ich organizacji. Trzeba się było dostosowywać. Pewnych zachowań się uczyliśmy. Jednego np. dnia w tłumie wychodzących ze spotkania „zmarnowaliśmy” mnóstwo czasu i sił. Następnym razem spokojnie czekaliśmy godzinę i… bez tłumu wyszliśmy. Była to nauka pokory, przy poddawaniu się poleceniom służb porządkowych, bo przecież oni wiedzieli to szerzej, co trzeba robić, by porządek dnia był zachowany.

Czy można mieć obojętny stosunek do ŚDM?

Pewnie tak. Spójrzmy na różne środowiska i ich stosunek do tego wydarzenia. Jedni wyliczają koszty, jakie młodzi muszą ponieść, ile stracą mieszkańcy danego miasta w związku ze Spotkaniami, ale nie biorą pod uwagę, co dzieje się w sercu. Oczywiście, ŚDM nie są magicznym wydarzeniem, dzięki któremu wszyscy uczestnicy od razu się zmienią i staną się lepsi. Ale mają szansę inaczej spojrzeć, dostrzec możliwości i środki, które mogą do tego doprowadzić. Na żadnych nie było przecież żadnych burd czy ekscesów. Uczestniczą w nich ludzie, którzy mają jakiegoś innego ducha. Pewnie jacyś prowokatorzy mogą się znaleźć, ale ja takich rzeczy nie zauważyłem. Pamiętam ludzi z Kolumbii, którzy w Madrycie mówili mi, że cały rok się do tego przygotowywali. Przeszli jakiś duchowy etap. Oni nie przyjechali dla przyjechania. ŚDM są pewnym elementem drogi, formacji i doświadczeniem różnorodności Kościoła. To spotkanie z papieżem, który ma coś do przekazania młodym, niezależnie, czy to Jan Paweł II, Benedykt XVI czy Franciszek. Młodzi chwytają te słowa i je przyjmują. Franciszek mówił o dawaniu świadectwa. Benedykt o adoracji. Bardzo wymowna była w Kolonii cisza, która panowała podczas adoracji Najświętszego Sakramentu. Takie przeżycia głęboko kształtują spotkania młodzieży. Można wtedy doświadczyć realnej obecności Boga wśród ludzi.

Zawsze znajdą się ludzie szukający dziury w całym. Ale ŚDM w Krakowie to także „reklama” Polski. Młodzi zabiorą jej obraz do swoich krajów. Dlatego każdy powinien coś dołożyć, by ta promocja wypadła jak najlepiej. Pamiętam spotkanie w Loja w Hiszpanii z władzami miasta. Burmistrz i urzędnicy niesamowicie się z tego cieszyli. Prosili, byśmy jeszcze kiedyś do nich przyjechali. To był niezwykły znak otwartości i zbliżenia.

Przesłanie do wahających się?

Po pierwsze, takie wydarzenie prawdopodobnie nie powtórzy się w Polsce za naszego życia. Takie są realia, choć nikt tego przewidzieć nie może. Druga sprawa, to ciekawość młodości. Młodzi są ciekawi różnych rzeczy. Warto by to zobaczyli, doświadczyli, spotkali się z innymi. To także okazja na podszlifowanie języka, poznania innych kultur, a przede wszystkim tego, jaka jest wiara młodych z innych części świata. To również czas na dzielenie się własnym przeżywaniem wiary. Ufam, że spotkanie przygotowywane na Arenie będzie tym, do czego będzie się wracać. Niektórzy może będą żałować, że tam nie byli. Kraków da jeszcze większe możliwości. Nie trzeba się bać tłumu, pokazującym bogactwo, różnorodność. Nie ma większej radości, jak widok tysięcy ludzi podobnie myślących, przeżywających wiarę. A najważniejsze jest spotkanie z Chrystusem, który woła: Bądźcie w moim Kościele, odkrywajcie Go. On jest waszym domem. Warto spotkać się, choćby tylko na Arenie, także w parafii. To nie są przypadkowi ludzie, tylko mocno zaangażowani w swoim środowisku. Chcą nam tutaj coś zostawić. Może zaowocuje to głębszymi relacjami w przyszłości.

Bardzo dziękuję przyjmującym gości w rodzinach, że otworzyliście swoje domy. Gość w dom, Bóg w dom – mówi polskie przysłowie. To przekonanie tkwi głęboko w polskiej świadomości. Niech ten czas pomoże nam głęboko tego doświadczać. Dziękuję młodzieży, wolontariuszom. Nie bójmy się, że język może być ułomny, ręce pomogą. Życzliwość, otwartość i uśmiech, to gesty które najbardziej przemawiają, przyjmowane są z wdzięcznością i pozostają w pamięci. Sam pamiętam, że spotkania rodzinne były najpiękniejsze, a przy odjazdach pojawiały się łzy w oczach.

Niedziela
   7.00, 9,00, 10.30,
   12.00, 18.00

Dzień powszedni
   7.00, 7.30, 18.00

Adoracja
Najświętszego Sakramentu

   pn-pt, 8.00-18.00

Nowenna
do NMP Nieustającej Pomocy

   środa, 17.45

Nabożeństwa okresowe
   17.15

                             więcej...

zobacz

Sakramenty

I Komunia Święta

Bierzmowanie

Poprzednia wersja strony

iii

strony 

     

 

 

Strona używa plików cookie. Korzystanie ze strony oznacza zgodę na zapisywanie plików cookie na urządzeniu użytkownika w zależności od konfiguracji przeglądarki.