Parafia pw. św. Antoniego Padewskiego w Lublinie
Adoracja Najświętszego Sakramentu
Całodzienna adoracja Najświętszego Sakramentu w Naszej Parafii. Przyjdź! Jezus czeka na Ciebie!

Listopadowa pielgrzymka do Włoch

09-.11.11.2015 Pielgrzymka do Włoch

 

W szkole wiary św. Antoniego i św. Franciszka, to hasło pielgrzymki, jaką zaproponowały dwie lubelskie parafie – pw. Nawrócenia Św. Pawła i pw. Św. Antoniego Padewskiego. Pielgrzymkę zorganizowało Biuro Turystyczne Frater. W programie – Asyż, Rzym, Watykan i Padwa. Może ze względu na porę roku, uczestniczyło w niej niewiele osób (ogółem 26, a z naszej parafii 8) – ale miało to pozytywny wymiar ze względu na komfort podróży i integrację uczestników, pochodzących z wielu parafii Lubelszczyzny i Polski. Również pogoda sprzyjała – sporo słońca i temperatura od 16 do 21 stopni, choć wieczory były chłodne i nie brakowało mgieł. Opiekę duszpasterską zapewnili proboszczowie – ks. Marek Urban i ks. Mirosław Matuszny, znany nam z ostatnich rekolekcji różańcowych.

Pielgrzymka zaczyna się w poniedziałek 9 listopada od Mszy św. o godz. 3.40 w kościele przy Placu Wolności. W trasę wyruszamy o 4.20. Dzięki dwóm kierowcom, zmieniającym się w podróży, poszczególne etapy są dłuższe i mamy mniej postojów. Pogoda mglista, deszczowa. Drogi wąskie, bo jedziemy przez Jędrzejów i Zawiercie. Czas podróży urozmaicany jest modlitwą, śpiewem, konferencjami naszych księży, pogadankami pilotki pani Jadzi, osoby o ogromnej wręcz wiedzy, a także filmami poruszającymi problemy natury moralnej i religijnej, przybliżającymi też sylwetki świętych, zwłaszcza św. Franciszka i św. Antoniego.

Z okien podziwiamy wspaniałe krajobrazy Czech i Austrii. Już wieczorem wjeżdżamy w Alpy Julijskie. Kilka kilometrów za włoską granicą mamy nocleg w Tarvisio. Do Asyżu, pierwszego miejsca pielgrzymki jest stąd jeszcze ponad 600 km.

Ranek jest mglisty, ale po wyjeździe z płaskiego regionu Wenecji pojawia się słońce i towarzyszy przez Apeniny aż do Asyżu. Miasto położone jest na wzgórzu, podobnie jak inne włoskie stare miasta i miasteczka. W słońcu wygląda po prostu wspaniale.

W pierwszej kolejności docieramy do Bazyliki św. Franciszka, gdzie w górnym kościele są m.in. słynne freski Giotta z życia św. Franciszka (1181-1226), a w dolnym – krypta, w której złożone jest ciało św. Franciszka. Labiryntem uliczek idziemy się do Bazyliki św. Klary z kryptą i pięknie zachowanym ciałem Świętej. Tu właśnie znajduje się oryginalny krzyż z kościoła św. Damiana. W 1206 miał z niego przemówić do Biedaczyny sam Zbawiciel, nakazując: Franciszku, idź i napraw mój Kościół! Miasto ma niesamowity koloryt. Budynki z miejscowego kamienia. Wszędzie mnóstwo szczegółów architektonicznych – rzeźby, mozaiki, malowidła, plątanina kabli i instalacji, przypominająca sen pijanego elektryka. Ale wszystko jakoś pasuje do siebie, ten bezład wcale nie razi. Na ulicach pełno turystów – jak w pełni sezonu. W zachodzącym słońcu schodzimy obok gaju oliwnego do kościoła San Damiano, gdzie wraz ze współsiostrami mieszkała św. Klara (1194-1253) i tu zmarła.

Już po zmroku docieramy do monumentalnej barokowej Bazyliki Matki Bożej Anielskiej, która została zbudowana nad Porcjunkulą (tj. cząstką) – pierwszym kościołem Braci Mniejszych. Tu zmarł 3 października 1226 r. św. Franciszek. W jednej z kaplic nasi kapłani odprawiają Mszę św. Po Eucharystii podziwiamy piękną zakrystię oraz figurę św. Franciszka. Jest późno, więc w koszyczku, który trzyma Biedaczyna z Asyżu, nie ma żadnego gołąbka. W dzień zawsze jest jeden. Widocznie już śpią. W ciemnym ogrodzie widać pomnik Świętego rozmawiającego z wilkiem oraz krzaki róż. Kiedyś były cierniste, ale gdy Franciszek rzucił się na nie w chwili pokusy, przemieniły się w róże bez kolców. I tak rosną do dziś. Jeszcze mamy 200 km do hotelu w Palestrinie niedaleko Rzymu.

Kolejny dzień, czyli środa, to ogromny Rzym. Na szczęście, jedziemy metrem aż do Watykanu. Na Placu św. Piotra czekamy niecałą godzinę na spotkanie z Ojcem Świętym Franciszkiem. Początkowa mgła opada i ukazuje się kopuła Bazyliki oraz okoliczne wzgórza z rzymskimi piniami. Nad balustradą Berniniego figury świętych, wśród nich jedyny Polak – św. Jacek Odrowąż, łatwo rozpoznawalny, bo w ręku trzyma monstrancję. Wydaje się, że nie ma dużo ludzi, sporo pustych krzeseł, ale po 15 minutach cały Plac jest zapełniony. Ojciec Święty na szczęście objeżdża wszystkie sektory. Dzięki temu i my możemy go zobaczyć i sfotografować całkiem z bliska. Widzimy, jak bierze podawane mu dzieci i całuje je, jak zdejmuje swoją piuskę, oddaje ją, a nakłada nową… Ojciec Święty Franciszek mówi o potrzebie bycia razem, czyli postawie dzielenia się dobrami życia i radości, której symbolem, „ikoną”, jest rodzina zgromadzona wokół stołu domowego. -Bycie razem jest pewnym termometrem mierzącym zdrowie relacji: jeśli jest w rodzinie coś, co nie gra lub jakaś ukryta rana, przy stole rozumie się to natychmiast. Rodzina, która prawie nigdy nie jada razem, albo w której przy stole się nie rozmawia, ale ogląda telewizję czy smartfon, to rodzina „mało rodzinna” – podkreśla biskup Rzymu.

Po audiencji generalnej mamy chwilę wolnego czasu, więc małą grupką parafialną wraz z naszym ks. Proboszczem Markiem idziemy do kościoła św. Ducha, gdzie jest szczególny kult Miłosierdzia Bożego, św. Jana Pawła II i św. Faustyny.

Po krótkim posiłku ponownie wracamy na Plac św. Piotra, by zwiedzić Bazylikę św. Piotra: przedsionek, drzwi święte, kaplicę Piety – dzieło Michała Anioła. Nawa główna i boczne. Konfesja św. Piotra. Najbardziej wzruszająca jest chwila prywatnej modlitwy przy grobie św. Jana Pawła II w kaplicy św. Sebastiana. Po wyjściu widzimy ogromną kolejkę oczekującą na wejście na Plac św. Piotra. Jak to dobrze, że czekaliśmy tylko czterdzieści minut. Wszędzie pełno patroli – żołnierze z pistoletami maszynowymi, karabinierzy z szablami, ubrani w piękne, czarne mundury, policja miejska. Widać zwiększone środki bezpieczeństwa.

Po przejściu przez Via Della Conciliazione przy Zamku Świętego Anioła wsiadamy do autobusu i jedziemy na Awentyn – jedno z rzymskich wzgórz, skąd roztacza się wspaniała panorama Wiecznego Miasta. Mijamy kolejne kościoły. W bazylice św. Sabiny mamy Mszę św. Potem podziwiamy ogród pomarańczowy. Na drzewach mnóstwo papug. Potem Palatyn, kościół Matki Bożej z Cosmedin ze słynnymi Ustami Prawdy i Zatybrze, które zwiedzamy już o zmroku. Tak jest dużo wrażeń, że wszystko zaczyna się już mieszać. Na szczęście mamy bilety i możemy przejeżdżać autobusami i metrem. Chwilę zatrzymujemy się przy Colosseum i Łuku Konstantyna. Potem długa podróż metrem do stacji Anagnina i jazda na nocleg.

W czwartek jesteśmy w Padwie. To powrót na północ Włoch – tylko… 500 km. Znowu przejazd przez Apeniny. Ale pogoda sprzyja, jest ciepło i słonecznie. Zatrzymujemy się na ogromnym placu Corso Della Valle z kanałami, mostkami i pomnikami osób zasłużonych dla miasta. Są tam uwiecznieni dwaj polscy królowie: Jan III Sobieski i Stefan Batory. Mijamy bazylikę św. Justyny i kierujemy się do bazyliki św. Antoniego. To perła włoskiej architektury romańskiej i gotyckiej. Nasza grupka parafialna wraz ks. Proboszczem Markiem ustawia się do pamiątkowego zdjęcia na tle bazyliki. Zwiedzamy wnętrze, a jest co podziwiać – szereg kaplic z tą najważniejszą, w której znajduje się grób Świętego Padewczyka. Jest czas na indywidualną modlitwę i na złożenie w kaplicy próśb do św. Antoniego.

W jednej z kaplic klasztornych mamy Mszę św. Na ołtarzu są złożone intencje spisane przez naszych parafian i uczestników pielgrzymki, a które znajdą się później w urnie przy grobie św. Antoniego. W tych intencjach modlą się nasi dwaj kapłani. Homilię wygłasza ks. Marek Urban. -Po co tu przyjechaliśmy? – pyta – Chyba najmocniej odpowiedziały na to słowa modlitwy przed czytaniami, będącą prośbą i błaganiem, byśmy potrafili żyć Ewangelią. (…) To stało się mocnym rysem życia św. Antoniego.

Ks. Marek dodaje, że św. Jan Paweł II nawiedził bazylikę w 1982 r., już po zamachu na jego życie. Przypomniał tam, że w życiu należy kierować się Słowem Bożym i że to miejsce woła o swoiste umiłowanie sakramentu pojednania. Św. Antoni wiele czasu spędzał w konfesjonale, poświęcając się tym, którzy potrzebowali pojednania z Bogiem. - Święci ciągle nas przekonują, że warto żyć Bogiem– zauważa ks. Marek. – Spotkanie ze św. Antonim jest dla nas potwierdzeniem, że życie warto budować z Bogiem. Jest to możliwe, bo Bóg chce nam na tej drodze pomagać, także przez świętych. Prośmy św. Antoniego, byśmy odjeżdżając z tego miejsca, zabrali miłość i nabożeństwo do niego. Miejmy też głęboko w sercach słowa modlitwy: Pomóż nam, abyśmy potrafili żyć zgodnie z Ewangelią. Amen

Komunię Świętą przyjmujemy pod dwiema postaciami. Po Mszy św. modlimy się w tych wszystkich intencjach Litanią do św. Antoniego i powierzamy się jego opiece. Mamy wrażenie obecności śp. ks. Stanisława Roga, któremu wszystkie sprawy parafian tak bardzo leżały na sercu.

Wychodząc po Mszy św. z kaplicy podziwiamy wspaniałe dziedzińce z magnoliami śródziemnomorskimi. Mamy jeszcze czas na spacer po Starym Mieście. W Padwie zwracają uwagę charakterystyczne domy z podcieniami. W razie ostrego słońca czy deszczu można iść nimi bezpiecznie. Na ulicach mnóstwo młodzieży, to przecież miasto uniwersyteckie, w którym kształciło się wielu Polaków m.in. Mikołaj Kopernik i Jan Kochanowski. Widać ogromną ilość rowerów. Komunikacja miejska w tym mniejszym od Lublina o 100 tys. mieszkańców mieście działa niezwykle sprawnie. Autobus za autobusem, do tego jednoszynowe tramwaje – jeżdżą co 8 minut. Pełno barów, kafejek. Ruch jak w lecie. Mamy czas wolny na Piazza delle Erbe z Pałacem Mądrości.

W piątek rano znów jesteśmy w Padwie. Tym razem jest mgła, ale Bazylika św. Justyny, gdzie mamy Mszę św. robi na nas ogromne wrażenie. Z zewnątrz, to typowa włoska bazylika, ale w środku panuje monumentalny barok. Tu pochowany jest według tradycji św. Łukasz Ewangelista. Ściany świątyni bez większych zdobień, za to bardzo bogate kaplice. Modlimy się w najstarszej części – dawnym romańskim kościółku. Potem nawiedzamy kościół Kapucynów – sanktuarium św. Leopolda Mandića (1866-1942), z pochodzenia Chorwata, Apostoła Sakramentu Pojednania. Jego drobna i kruchej postury sylwetka (135 cm wzrostu) była zaprzeczeniem wielkości ducha i niezwykłości tego zakonnika, który cierpiał z powodu różnych chorób, utykał i mówił niewyraźnie. Miał za to umiejętność przenikania ludzkich sumień. Za jego przyczyną dokonało się wiele cudów. Był on także orędownikiem zjednoczenia chrześcijan. Kościółek był zniszczony bombami w czasie II wojny światowej. Cudem ocalała cela o. Leopolda, gdzie przez ponad 40 lat spowiadał ten Święty. Maleńka i spartańska cela, jak podkreśla nasza przewodniczka, Polka z Chorzowa, jest prawdziwym zdrojem Miłosierdzia Bożego. Nawiedził ją nasz Wielki Rodak św. Jan Paweł II, który w 1982 r. zostawił w Księdze swój pamiątkowy wpis. W grobowcu, w sąsiadującej Kaplicy są doczesne cząstki św. Leopolda Mandića. Obok za zmatowiałym szkłem widać pokrytą żywicą prawą rękę Świętego, którą błogosławił penitentów w czasie wielogodzinnych spowiedzi. Klasztor jest uroczy, pełen pamiątek i wotów.

Czeka nas jeszcze niespodzianka. Mamy sporo zaoszczędzonego czasu, więc jedziemy do Wenecji. Jest pochmurno i chłodno, ale dzięki temu nie czuć kanałów. Płynąc łodzią w pobliże Placu św. Marka zauważam, że woda ma barwę turkusową, choć słońce nie świeci. Mijają nas dwie motorówki – policja i żandarmeria na sygnale. Tak łatwiej dostać się na miejsce interwencji. W Wenecji tłum przeogromny. Z trudem można się przecisnąć. Podziwiamy Bazylikę św. Marka. Mamy dłuższy czas na indywidualne zwiedzanie i modlitwę. Świątynia jest w środku niezwykle barwna. To pomieszanie różnych stylów, ale całość robi wrażenie spójności. Zupełnie inaczej, niż niektóre współczesne niezbyt udane kościoły. Wyposażenie i wystrój, to jednak prawdziwe dzieła sztuki.

Po wypiciu espresso idziemy dalej labiryntem uliczek, niektóre są tak wąskie, że nie można rozłożyć rąk. Most Rialto w remoncie, ale kanały pełne łodzi, statków, tramwajów wodnych i oczywiście gondoli. Kolorowe wystawy sklepów, kościoły, kanały i mostki przyciągają wzrok.

Do Tarvisio na nocleg docieramy późno. Kolacja, którą rozpoczyna tradycyjny makaron z sosem, nie budzi zdziwienia, dopóki nie pojawiają się ośmiornice. Dla niektórych to prawdziwy przysmak, ale są tacy, którzy nawet ich nie próbują.

Rano w sobotę po śniadaniu wyruszamy w drogę powrotną. W Austrii po porannych mgłach wychodzi słońce. Przejeżdżając przez obwodnicę Wiednia przekraczamy Dunaj i skręcamy na Keisermüllen. Z daleka widać Kahlenberg i Leopoldsberg – ostatnie wzniesienia Lasu Wiedeńskiego. Przypominają nam się nasze wcześniejsze pobyty w tym pięknym mieście. Katedra św. Szczepana, Stare Miasto, Hofburg, Ring, Prater, wspaniałe parki i muzea. Wraca smak najlepszych włoskich lodów przy Schwedenplatz, Ogród Botaniczny i park Schonbrunn, Belvedere, Grinzing, a także okolice – Kahlenberg, Weidlinng, Klosterneuburg, spacery wzdłuż winnic, ogromne place zabaw dla dzieci. Jedziemy wzdłuż Dunaju i… nagle skręcamy z powrotem na prawy brzeg. Kiedy widzimy tamę Nussdorf ozdobioną wielkimi lwami, już wiemy, że za chwilę będziemy w polskim kościółku na Kahlenbergu, w miejscu, gdzie przed bitwą modlił się król Jan III Sobieski. To niespodzianka przygotowana przez organizatorów, ale i znak czasu. Rano usłyszeliśmy wiadomość o zamachach w Paryżu. Dlatego, w obliczu inwazji Islamu na Europę, nasza modlitwa w miejscu pokonania wojsk Imperium Otomańskiego ma szczególny wymiar. Gdyby nie wiktoria wiedeńska naszego króla, Europa już dawno wyglądałaby zupełnie inaczej. Trzeba o tym światu ciągle przypominać. Polecamy Bogu wszystkie ofiary i prosimy o pomoc dla Europy w tak trudnym czasie. W starej zakrystii oglądamy historyczne pamiątki, m.in. szablę króla Sobieskiego. Spotykamy też członków krakowskiego Bractwa Kurkowego w historycznych strojach. Jest bardzo sympatycznie. Z tarasu rozciąga się widok na leżący 300 metrów niżej Wiedeń. Dunaj jest rzeczywiście piękny i modry.

Na granicy czeskiej policyjna kontrola dokumentów. Krótka, ale szczegółowa. Pogoda się psuje. W deszczu mijamy Częstochowę, ciesząc się, że choć przez chwilę widzimy wieżę klasztoru na Jasnej Górze. Z wdzięczności za udaną pielgrzymkę – rekolekcje w drodze – odmawiamy Apel Jasnogórski. Do Lublina docieramy o 1.30 w nocy – już w niedzielę.

Dziękujemy serdecznie Bogu za udaną pielgrzymkę, za możliwość uczestniczenia w niej. Ogromną wdzięczność wyrażamy naszym Kapłanom – ks. Mirosławowi i ks. Markowi – za troskliwą opiekę duchową nad nami, za wspaniałe katechezy, Msze św. z homiliami, za wspólną modlitwę. Naszej pilotce dziękujemy za przekaz niezwykle dużej ilości informacji popartych życiową mądrością i doświadczeniem. Panom Kierowcom Andrzejowi i Waldemarowi za bezpieczną i spokojną jazdę oraz życzliwość. Osobne podziękowania kierujemy do Madzi, która wspierała kapłanów swoim śpiewem i robiła zdjęcia. Były one systematycznie umieszczane na facebooku parafii pw. Nawrócenia św. Pawła. Wszystkim uczestnikom pielgrzymki składamy gorące - Bóg zapłać! – za wzajemną serdeczność, uśmiech, punktualność i miłą atmosferę. 

 

 

ZAPRASZAMY DO ZAPOZNANIA SIĘ Z GALERIĄ ZDJĘĆ!

Niedziela
   7.00, 9,00, 10.30,
   12.00, 18.00

Dzień powszedni
   7.00, 7.30, 18.00

Adoracja
Najświętszego Sakramentu

   pn-pt, 8.00-18.00

Nowenna
do NMP Nieustającej Pomocy

   środa, 17.45

Nabożeństwa okresowe
   17.15

                             więcej...

zobacz

Sakramenty

I Komunia Święta

Bierzmowanie

Poprzednia wersja strony

iii

strony 

     

 

 

Strona używa plików cookie. Korzystanie ze strony oznacza zgodę na zapisywanie plików cookie na urządzeniu użytkownika w zależności od konfiguracji przeglądarki.